wtorek, 19 kwietnia 2011

Rollespillpoesier, cz. 1

Autorstwo gatunku role playing poem ginie gdzieś w archiwach forum Story Games, często też przypisywane jest (przynajmniej w jego norweskim wydaniu) Tomasowi Mørkridowi. Chyba jedyną wydaną dotychczas antologią tego typu gier jest 24 Game Poems Marca Majchera z 2010, sporo jest ich też na blogu Norweskiego Stylu. Poe­maty są jednak na tyle proste, że właściwie każdy może jakiś wymyślić i to bez tego niewygodnego uczucia, że właśnie staje się projektantem gier.

Poemat trwa bardzo krótko (zazwyczaj 15 minut) i przybiera najczęściej postać luź­nej improwizacji. Nie korzysta się z kostek, ale zdarza się, że różne inne obiekty okazują się być przydatne. Poemat czasem ma mistrza gry, czasem nie; czasem każ­dy gracz ma przydzieloną szczególną funkcję, a czasem po prostu wszyscy są równo­up­raw­nionymi bohaterami; czasem gra ma narzucony ton śmiertelnie poważny, cza­sem to czysta groteska i humor. Co istotne, czasem można ją rozegrać przy stoliku, jak każde tradycyjne stolikowe rpg, a czasem wymaga specjalnych warunków, bo przybiera charakter bardziej larpowy.

Kilka przykładów wesołych poematów, w które udało mi się zagrać.

Jesus Bamsemums!
(Bamsemums to jest taki marsmallow w czekoladzie w kształcie misia.) Na ostatnim Rollespillsalong motywem przewodnim okazał się być Szatan i Jezus. W tej grze są trzy typy postaci: Jezus, Szatan, utensylia kuchenne wraz z przyległościami. Jezus jest głodny i bardzo chce zjeść niezdrowe śniadanie, a Szatan mu w tym przesz­ka­dza, obdarzając życiem przedmioty znajdujące się w kuchni. W nie właśnie wcielają się pozostałe osoby. Gra trwa do śmierci Jezusa, zjedzenia śniadania lub do upływu 15 minut.

W naszym wypadku rozgrywka była mocno ustrukturyzowana. Szatan niemal us­ta­wiał Jezusowi kolejne sceny i wyznaczał mu możliwości działania przez przydzielanie ról pozostałym graczom. Oczywiście nie jest tak, że dana osoba odgrywa np. kor­ko­ciąg albo kiełbasę (pølse!) przez 15 minut. W ciągu całej gry rola może zmienić się nawet kilka razy.

Szatan cię nienawidzi
Mamy Szatana, który pełni rolę MG, bohatera K z wczoraj, bohatera K z dzisiaj oraz jego przyjaciela F. Gra opiera się na skokach w czasie między wczoraj, kiedy K (za­pew­ne za namową F) potężnie się upił, a dzisiaj, kiedy skacowany K idzie do pracy. Szatan ustawia sceny, wydając proste instrukcje, np. „F dzwoni do K, żeby zapytać go o plany na wieczór”, po czym oddaje scenę graczom. Dodatkowo jego rolą jest kuszenie K po to, by wpakować go w jak największe kłopoty. Robi to, przez pod­su­wa­nie myśli, które pojawiają się w głowie K. W ostatniej scenie K z wczoraj i K z dzi­siaj zamieniają się rolami.

Tę grę rozegrałam też z chłopakami w Setskog, którzy nie mają tak mocnego alter­natywnego zaplecza, jak uczestnicy HolmConu czy przynajmniej część osób poja­wia­jących się na Salonie, a mimo to poemat zadziałał bardzo dobrze. Jedyne, czego trzeba, to zdolnośc improwizacji i szybkiego myślenia.
Panowie żartobliwie (albo i nie?) narzekali też, że to nie jest gra, bo nie ma w niej punktów doświadczenia. Ale w poematach i to nie musi być regułą.

Powrót do Katakumb Przerażających Bogów
(Tłumaczenie zawodzi. Oryginał: „Return to Terrorgudens dødsgravkammer”.) Tu zapewniona jest prawdziwie epicka przygoda oraz punkty doświadczenia. W pewnym sensie jest to parodia D&D. Grę rozpoczynamy z mapą kazamatów przed sobą. Je­den z graczy przyjmuje na siebie rolę Mistrza Podziemi, pozostali to bohaterowie. Tworzenie postaci jest bardzo proste: „To ja jestem krasnoludem z wielkim to­po­rem”, „A ja półelfem z sejmitarem”. MP wskazuje w lochach lokację i ustawia sce­nę. Gracze kierują działaniami swoich postaci tak, by zdobyć jak najwięcej punktów doświadczenia. Postaci nie rywalizują ze sobą. Rola MP jest zupełnie tradycyjna, z tą tylko różnicą, że nikt tu nie rzuca kostkami. Po skończonej scenie kto inny przejmuje jego funkcję.

Bardzo dobrze zadziałała nam funkcja przejściowego MG. Część osób na Salonie nie miała problemów z prowadzeniem, ale dla niektórych nawet tak mała odpo­wie­dzial­ność była sporym wyzwaniem, a mimo to poziom był dosyć równy, co tylko po­twier­dza moje przypuszczenia, że taki typ tworzenia opowieści jest dosyć naturalny, choć sprawdza się tylko przy krótkich historiach.


Granie w poematy nasuwa mi kilka pytań i wątpliwości związanych głównie z ter­mi­no­logią. Nie mam problemu z określaniem role playing poems jako gier, ale już „se­sja” czy „przygoda” zupełnie mi tu nie pasują.

W następnym odcinku: kilka kolejnych przykładów, coś o poważnych poematach, coś o freeformie. W przerwie mam nadzieję na jakieś refleksje pofastavalowe.

Chciałam też zalinkować do wszystkich wspomnianych gier, ale mam je niestety tylko w wersji papierowej i to w dodatku po norwesku. Jeśli coś się w tej kwestii zmieni, poczynię uaktualnienia.

2 komentarze: